Dlaczego terapeuta ciągle „powraca do matki”?

„Czym skorupka za młodu nasiąknie…” – to powiedzenie nie przez przypadek krąży w potocznym języku jako wytłumaczenie ludzkich zachowań. Stanowi prostą alegorię rozwoju osobowości człowieka i jest jedną z głównych hipotez genezy reakcji na sytuacje społeczne, emocjonalności, przekonań, czasem też wiary…  Baczni obserwatorzy dnia codziennego, zanim nauki społeczne zaczęły formułować swoje koncepcje, dostrzegali podobieństwo  między cechami charakteru, nawykami ludzi a zwyczajami ich rodzin, społeczności, w których zostali wychowani.

W szczególności też ruch psychoanalityczny i psychodynamiczny w psychoterapii „upodobał sobie” odniesienia rozwojowe, czyli zagłębianie się w przeszłość pacjenta, czasem do bardzo wczesnych etapów, nawet prenatalnych jego życia. „No i po co? Ile jeszcze razy będziemy powracać do tej matki/ojca? Co mi po tym?” – bywa, że padają pytania pacjentów.

W odróżnieniu od obserwatorów dnia codziennego, psychoterapeuci próbują nie tyle doszukiwać się podobieństw między sposobem funkcjonowania rodziców i dzieci, co poszukiwać w atmosferze i stylu wczesnych relacji rodzinnych zrozumienia indywidualnych mechanizmów czyjegoś działania. Pozwala to nadawać głębszy sens zachowaniom, objawom, które przywodzą pacjenta po pomoc.

Przywiązanie, opieka, atmosfera, wsparcie, wiara w potencjał i życzliwość rodzica budują zaufanie do świata zewnętrznego ale też wewnętrznego dziecka. Atmosfera domu rodzinnego staje się bazą dla formułowania wyobrażeń o własnym życiu, własnej wartości, możliwościach, znaczeniu. Dlatego rodzicielstwo to tak odpowiedzialna rola.

Sceptycy tego podejścia oczywiście się znajdą, zarzucając psychodynamice redukcjonizm, sztywność i jednotorowość. Warto zatem podkreślić, że nie neguje się wpływu doświadczeń bieżących, np. przyjaźni, traum, historii edukacyjnych, zawodowych. Psychika człowieka jest dość plastycznym  tworem, absorbuje doświadczenia z kolejnych etapów rozwojowych. Ale… wszelkie te doświadczenia padają na pewną matrycę pierwotnych reprezentacji powstałych we wczesnych relacjach ze znaczącym obiektem (wręcz stosuje się określenie: „obiektem pierwotnym”). Co dziecko może zaczerpnąć z tej wczesnej relacji, kiedy jego aparat psychiczny nie jest na tyle wykształcony, by rozumieć znaczenie zachowań, werbalnych kwestii, które padają w jego obecności? Pierwotny obraz opiekuna to doświadczenia płynące z poziomu ciała, dotyku rodzica, przytulenia, karmienia, reagowania na potrzeby sygnalizowane płaczem, czy krzykiem niemowlęcia. W późniejszym etapie ciepło, uśmiech, zadowolenie, obecność, uwaga ale tez napięcie, lęk, wrogość – wszystko to, co płynie w pewnym meta przekazie, uniwersalnym dla świata zwierząt (przekazie instynktów, energii, emocji).

Ojciec psychoanalizy  Freud tworząc swoją teorię strukturalną psychiki człowieka wnioskował na podstawie obserwacji procesu dojrzewania dzieci własnych, swoich młodych pacjentów oraz analizy historii życia opowiadanych mu w trakcie sesji przez pacjentów dorosłych: pierwotną strukturą z jaką wchodzimy w świat jest id (siedlisko podstawowej energii życiowej – libido, instynktów, pierwotnych emocji), dalej formułuje się ego („właściwe” ja, które stanowi system mechanizmów regulacyjnych, obronnych i dotyka obszarów świadomych, dla Freuda tworzące się ok. 3 roku życia) i wreszcie superego (odpowiednik sumienia, zespół konwenansów, moralnych odniesień).

W dużym uproszczeniu: najpierw reagujemy instynktem, dzięki interakcjom społecznym rozwijamy nad nim kontrolę i przyjmujemy normy, standardy, wartości.

Zatem coraz to kolejne doświadczenia padają na pierwotny szablon, który może działać jak selektywny filtr – nieco się akomodując, ale też przepuszczając to, co zgodne z pierwotnie zapisanym obrazem świata (reprezentowanym przez uwewnętrzniony na poziomie nieświadomym obraz pierwotnego opiekuna i obraz relacji z nim, więzi).

Człowiek jest historią posiadającą swoją ciągłość – nie ma tu i teraz bez tego, co było.  Możliwość zaakceptowania tej ciągłości/całości daje podstawę do dalszego rozwoju.

2 odpowiedzi do “Dlaczego terapeuta ciągle „powraca do matki”?”

  1. Tytuł mnie zainteresował więc zajrzałam, ale niestety z tekstu niewiele rozumiem i nie wiem czy to ze mną coś nie teges czy to nie jest tekst dla zwykłych zjadaczy chleba… szkoda…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *